Reperacja błotnika w LJ-80

Autor: Jerzy Zarówny

Czas płynie nieubłaganie zostawiając swoje ślady na metalowych elementach karoserii. Powszechnie wiadomym jest również, że sposób zabezpieczenia antykorozyjnego stosowany w latach 80 i początek 90 przez Suzuki w żaden sposób nie sprawdza się w warunkach europejskich. Solonych polskich i niemieckich dróg producent raczył nie uwzględnić przy konstruowaniu pojazdu zostawiając wiele ślepych zakamarków, złączeń blach. Często również, jak to miało miejsce w tym przypadku, poprzedni właściciel wykonał naprawę blacharską dość solidnie, dbając o odtworzenie szczegółów przetłoczeń blach, lecz zapału mu zabrakło na redukcję łączeń blach, wypełnienia wolnych przestrzeni w których może gromadzić się błoto choćby autokitem i odpowiednie pomalowanie farbą bitumiczną. Auto kupiłem w dwa lata po remoncie i już widoczne były pęcherze na lakierze, świadczące o zaawansowanej korozji. Próby miejscowych napraw z biegiem czasu były coraz trudniejsze, aż spawacz odmówił współpracy. Nie było już do czego spawać.

Pozostało mi albo zamówić nowe, gotowe elementy, dostępne w dwóch miejscach w europie, albo szukać rozwiązań alternatywnych. Zasadniczo karoseria mojej LJ-tki nadaje się do remontu, z drugiej strony należy auto kompletnie rozmontować, piaskować „podejrzane” elementy i wyspawać. Pozostaje problem nietypowych kształtek, które trzeba kupić i czas na jaki auto należy odstawić z ruchu.

Czy po takim remoncie odważył bym się zjechać z asfaltu?

Alternatywnie powstał pomysł reperowania tego co odpada, na bieżąco. Należało przeprowadzić test, czy sugerowana przez kolegów metoda ma szansę powodzenia. Pomysł jest następujący. Oczyścić element do gołej blachy (tej perforacji która pozostała). Bazując na blaszanym elemencie nałożyć kilka warstw laminatu, szpachli i pomalować. Pomysł w zasadzie prosty. Obawy są następujące: -czy żywica będzie wystarczająco trzymać się blachy, -czy kolejne stadia korozji nie spowodują powstania pęcherzy jak pod zwykłą szpachlą i lakierem, -czy laminat nie będzie pękał tam gdzie powstaną pęknięcia korodującej blachy? Czas pokaże. Założyłem, że efekt będzie satysfakcjonujący, jeśli powstała powłoka wytrzyma dwa, może trzy sezony. Przy okazji sprawdzę trwałość laminatu przy zastosowaniu żywicy epoksydowej oraz polimerowej.

Realizacja wymaga  zarezerwowania sobie dwóch, trzech dni na przeprowadzenie tej operacji.

Na pierwszy ogień poszły najgorzej wyglądające elementy, o kształcie znacznie utrudniającym ich dorobienie z blachy – przednie błotniki. Elementy wyczyściłem ze starej farby, szpachli i rdzy przy pomocy szczotki drucianej na szlifierce kątowej. Efekt przedstawiają rysunki poniżej.

 

Następnie odtłuściłem powierzchnię, nałożyłem żywicę i pierwszą warstwę z włókniny szklanej, czyli włókien raczej luźno związanych ze sobą, dających się rozprowadzić równomiernie po błotniku. Żeby uzyskać wzmocnienie mocowania błotnika do ścianek bocznych laminat zachodzi około 1 cm na ścianki i żywica wypełnia łączenia blach.

Kolejną warstwą jest mata szklana przykrywająca całą naprawianą powierzchnię i „zakładkę” na bocznych ściankach.

Pierwsze szpachlowanie szpachlą z włóknem szklanym. Po szpachlowaniu zgrubne przetarcie dla uzyskania pożądanego kształtu.

Później kolejne szpachlowania, aż do uzyskania powierzchni nadającej się do malowania.

Prowizoryczna, akrylowa powłoka, składająca się z podkładu i farby wierzchniej i po robocie.

Jerzy Zarówny


Ostatnia modyfikacja: 21.09.2006
Jerzy Zarówny